PGD – Plan B

Jeszcze przed drugim transferem, właściwie to nawet nie pamiętam kiedy powstał plan B. Zakładał wykonanie minimum 2 (lub więcej) stymulacji hormonalnych w celu uzyskania jak największej ilości zarodków. Przebadanie ich w 5 dobie (!) w momencie kiedy osiągną stadium blastocysty. Następnie zamrożenie i przetransportowanie zdrowych do Islandzkiej kliniki, do której od kiedy się przeprowadziliśmy mam 8 minut drogi spacerem.  Czytaj dalej

Rok zmian – wersja Męska

Rok 2015-2016.
Hmm, od czego by tu zacząć.

Wpadliśmy, a ja byłem wniebowzięty. Wreszcie się udało. Na początku chciałem się od tego zdystansować, ale po kilku tygodniach popłynąłem w marzeniach. Czy było warto mimo późniejszych komplikacji? Według mnie tak, jak najbardziej. Czy chciałbym to przeżyć znowu? – Jasne. Jak to już w życiu bywa czasem nie mamy wyboru, a zamiast martwić się na zapas trzeba rzeczywistość przyjąć na klatę i po prostu cieszyć się. No niestety teściom mój optymizm się nie udzielił. Mieli własne plany wobec nas i jakoś ja się w nie nie wpisałem. Mnie nie podobał się kompletny brak intymności i załatwianie wszystkiego za moimi plecami, a oni za wszelką cenę chcieli mieszkać z córką. Zarodek obumarł, tabletki na poronienie, ciągłe kłótnie z nimi, próby rozbicia naszego małżeństwa – było to dla mnie za dużo. No cóż nie wytrzymałem. Są pewne momenty, które pamiętam przez mgłę, jak jakiś koszmar. Role się diametralnie obróciły, na ogół to facet ma trzymać wszystko razem, pocieszać, być tym silnym ramieniem. Tak nam wpajano od dzieciństwa. I muszę tu przyznać że to G..o prawda. W naszym przypadku się udało, tak można powiedzieć. Dla mnie pojęcie małżeństwa nabrało zupełnie innego wymiaru, ciężko mi to nazwać. Żona/Partner?

Piszę o tym nie dlatego aby się wygadać, ale aby pokazać wam jak ważne w tym procesie jest wzajemne wspieranie się. My podołaliśmy wyzwaniu czego i wam bardzo życzę. Działamy dalej ;)

PGD – Transfer drugi

Obiecałam, że kolejny wpis pojawi się po kilku dniach. Potem mój mąż wpadł na pomysł, żeby coś napisać, to postanowiłam się wstrzymać. W końcu nic nie napisaliśmy i już mamy luty.
Kiedy zakładałam tego bloga miałam sporo planów jak to będzie wyglądać. Z czasem się to jednak zmieniło i miejsce to jest raczej zarejestrowaniem całej naszej historii w staraniach o nowe dziecko. Nie wiem czy zamknę go kiedyś wstawiając zdjęcie szczęśliwego malucha czy zakończy się to inaczej. Będę dalej pisać, może to się komuś przyda. Czytaj dalej