Rok zmian – wersja Męska

Rok 2015-2016.
Hmm, od czego by tu zacząć.

Wpadliśmy, a ja byłem wniebowzięty. Wreszcie się udało. Na początku chciałem się od tego zdystansować, ale po kilku tygodniach popłynąłem w marzeniach. Czy było warto mimo późniejszych komplikacji? Według mnie tak, jak najbardziej. Czy chciałbym to przeżyć znowu? – Jasne. Jak to już w życiu bywa czasem nie mamy wyboru, a zamiast martwić się na zapas trzeba rzeczywistość przyjąć na klatę i po prostu cieszyć się. No niestety teściom mój optymizm się nie udzielił. Mieli własne plany wobec nas i jakoś ja się w nie nie wpisałem. Mnie nie podobał się kompletny brak intymności i załatwianie wszystkiego za moimi plecami, a oni za wszelką cenę chcieli mieszkać z córką. Zarodek obumarł, tabletki na poronienie, ciągłe kłótnie z nimi, próby rozbicia naszego małżeństwa – było to dla mnie za dużo. No cóż nie wytrzymałem. Są pewne momenty, które pamiętam przez mgłę, jak jakiś koszmar. Role się diametralnie obróciły, na ogół to facet ma trzymać wszystko razem, pocieszać, być tym silnym ramieniem. Tak nam wpajano od dzieciństwa. I muszę tu przyznać że to G..o prawda. W naszym przypadku się udało, tak można powiedzieć. Dla mnie pojęcie małżeństwa nabrało zupełnie innego wymiaru, ciężko mi to nazwać. Żona/Partner?

Piszę o tym nie dlatego aby się wygadać, ale aby pokazać wam jak ważne w tym procesie jest wzajemne wspieranie się. My podołaliśmy wyzwaniu czego i wam bardzo życzę. Działamy dalej ;)

Moja droga do PGD. Część III – wersja Męska

Ktoś mnie nie dawno zapytał czy nie miałem wątpliwości. Oczywiście. Już wcześniej wiele razy zastanawiałem się jaka byłaby moja odpowiedź na pytanie : „Tato, a dlaczego wszyscy mogą się bawić a ja leżę w szpitalu i dlaczego nie mam przyjaciół?”. Wyjechaliśmy z Polski bo gdyby dziecko było chore, mogły by być „problemy” z finansami i oczywiście akceptacją otoczenia. Żona bardzo źle wspomina szkołę podstawową. Dzieci są okrutne. Czytaj dalej