Postanowiliśmy prowadzić Bloga wspólnie

Rok temu założyłam tego bloga w celu opisania naszej historii poczęcia dziecka przy wykorzystaniu techniki PGD. Na początku było to moje miejsce, aż do czasu kiedy podałam link mojemu mężowi. I tak jak zapowiedział, postanowił opisywać/komentować nasza historie z jego punktu widzenia. Jestem mu za to ogromnie wdzieczna. Pozwala mi to zrozumieć jego, ale także da szanse (mam nadzieje) zobaczenia innym parom borykającym się z problemami zobaczyć co widzi druga strona. Nie da się ukryć, że blogów kobiet walczących o swoje dziecko są tysiące. Glos mezczyzny w tym wszystkim jest znikomy.

Także serdecznie witam nowego autora i zapraszam do zapoznania się z jego nowymi wpisami:
1. Moja droga do PGD. Część II – wersja Męska.
2. Moja droga do PGD. Część III – wersja Męska

Moja droga do PGD. Część III – wersja Męska

Ktoś mnie nie dawno zapytał czy nie miałem wątpliwości. Oczywiście. Już wcześniej wiele razy zastanawiałem się jaka byłaby moja odpowiedź na pytanie : „Tato, a dlaczego wszyscy mogą się bawić a ja leżę w szpitalu i dlaczego nie mam przyjaciół?”. Wyjechaliśmy z Polski bo gdyby dziecko było chore, mogły by być „problemy” z finansami i oczywiście akceptacją otoczenia. Żona bardzo źle wspomina szkołę podstawową. Dzieci są okrutne. Czytaj dalej

PGD – podsumowanie.

Ciężko mi było dodać poprzedni wpis. Paskudna to historia, która nie ma pozytywnego zakończenia – jak na razie.
Trochę się w moim życiu zmieniło od momentu gdy zaczęłam tego bloga. Początkowo chciałam tutaj umieszczać wszystkie przemyślenia, których pewnie mój mąż miał dość. Ale też towarzyszyło mi (i nadal tak jest) poczucie potrzeby podzielenia się z innymi czym jest PGD. Czytaj dalej

PGD – lato w Polsce

Na Islandię zawitała wiosna. W Święta Wielkanocne wybraliśmy się na spacer brzegiem oceanu. Było ciepło, radośnie a w człowieku była nadzieja.
Dzięki raz rocznie wypłacanym pieniążkom z konta tzw. wakacyjnego, mieliśmy środki na kolejne podejście. Mierzyłam sobie co rano temperaturę, wypatrując „tego skoku”. Staraliśmy się też myśleć o tej kolejnej wycieczce jak o urlopie. Mąż planował wycieczki do lasu, ja rozmyślałam o godzinach spędzonych przy maszynie do szycia.
W końcu nadszedł ten dzień, temperatura znacznie wspięła się do góry a my mogliśmy kupić bilety. A zatem, raz jeszcze podchodzimy do PGD. Czytaj dalej

PGD – podejście pierwsze?

Na wstępie – wróciłam! Przepraszam za tak długi okres bez wpisów. Pracowałam jednak do końca września. Zaniedbałam tysiąc spraw. Ale czasem tak trzeba.
——————————————————————

Opuściliśmy Polskę i starałam się zająć życiem. Zbliżały się święta, dla mnie to zawsze ogrom pracy. Czasami udawało mi się zapomnieć o leczeniu i klinice. Ale im bliżej świąt i stycznia, tym częściej myślałam czy laboratorium wykonało swoje zadanie. Czytaj dalej

Ogłoszenie ;)

Informacja o stanie

Chciałam już wcześniej was wszystkich poinformować. Niespodziewanie ponad 2 tygodnie temu zaproponowano mi dodatkową pracę (wcześniej pracowałam tylko na pół etatu). I tak z dnia na dzień mój czas wolny skurczył się do minimum. W dodatku pracowałam też w weekendy. To oczywiście odbiło się na blogu jak i na moich kontaktach ze znajomymi. Taka sytuacja ma mieć miejsce do połowy września. Potem wpisy będą się pojawiać bardziej regularnie.

Zaczynamy PGD, czyli czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie…

Wyjazd do Polski w czerwcu, zaczęliśmy od ślubu naszych znajomych. Tak zainspirowaliśmy ich naszym, że postanowili zrobić powtórkę z rozrywki. I zatem: ten sam kościół, ten sam pałac, ten sam ksiądz, ten sam DJ (!!!), fotograf tylko inny był.
A potem pojechaliśmy do Warszawy. Byliśmy pod wrażeniem szybko jeżdżących pociągów (to nie jest ironia) i tego jak nasz kraj się zmienia. Do kliniki z dworca dosłownie rzut kamieniem. Chociaż spodziewałam się osobnego gmachu, nie 2 pięter w jakimś starym wieżowcu. Czytaj dalej